| Masz ciekawy pomysł na artykuł? |
Codzienność naszpikowana jest sytuacjami, które zmuszają do podejmowania często trudnych decyzji. Czy każdy z nas postawiony przed życiowym wyborem może zagwarantować, że zachowałby się w sposób moralny i zgodny z etycznym kodeksem człowieka? Do rozważań nad tym pytaniem skłania polska produkcja filmowa z 2010 roku.
„Lincz” w reżyserii Krzysztofa Łukasiewicza jest historią opartą na prawdziwych wydarzeniach. Opowiada o samosądzie dokonanym przez mieszkańców wsi Włodawa na sześćdziesięcioletnim recydywiście terroryzującym okolicznych mieszkańców. Brak interwencji policji i bezradność zdesperowanych ludzi doprowadziły do zaskakującego rozwiązania konfliktu. Mężczyzna został dotkliwie pobity, w skutek czego zmarł. Sprawcy zostali postawieni przed wymiarem sprawiedliwości. Początkowo sąd skazał ich na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Po apelacji ponownie rozpatrzył sporne aspekty i wyroki zaostrzono. Jednak długa walka doprowadziła do uzyskania ułaskawienia od ówczesnego prezydenta RP – Lecha Kaczyńskiego.
Obraz budzi sprzeczne emocje. Jest bowiem mocną opowieścią o ludzkiej tragedii, z drugiej jednak strony daje szansę na spojrzenie w głąb siebie. Tematyka filmu jest dobrze znana każdemu człowiekowi. Media zasypują nas informacjami o dramatach tego typu. Przedstawiona historia stała się przedmiotem wielu spekulacji z powodu kontrowersji jakie budziła.
Trzeba uznać ogromną siłę przekazu. Wychodząc z kina widz przekonany jest o słuszności dokonanego czynu i sprawiedliwości ułaskawienia sprawców. Reżyser wykreował postaci w taki sposób, że przeciętny człowiek identyfikuje się z nimi. Zdecydowanie zabrakło obiektywnego spojrzenia na tę zawiłą sytuację.
Kreacja Zaranka, rzeczonego degenerata, została mistrzowsko zagrana przez Wiesława Komasę. Sam jego wizerunek wywołuje strach i napawa lękiem. W sposób cyniczny, śmiało można uznać, że wręcz psychopatyczny, dopuszcza się czynów, które ciężko sobie nawet wyobrazić. Z wyrachowaniem atakuje kobiety i morduje zwierzęta. W obliczu takiej bestii unieszkodliwienie wydaje się rzeczą oczywistą. Aby uwypuklić wrażenie zła wcielonego, naprzeciw postawione zostają postaci nadzwyczaj pozytywne - trzech braci, z których każdy odznacza się innym zestawieniem cech charakteru. Najstarszy, Adam Grad to spokojny, wyważony mąż i ojciec, średni - Dariusz - impulsywny i gwałtowny, aczkolwiek robi wrażenie „porządnego chłopa” oraz najmłodszy – Marcin - niedojrzały i słaby psychicznie. Jednoznacznie nasuwa się myśl, że Ci dobrzy i prostolinijni mężczyźni nie mieli wyjścia. Jednak, czy aby na pewno była to obrona konieczna?
Brak przyczyn zachowania Zaranka, nie są ukazane motywy jego postępowania. Przez cały seans nie dowiadujemy się, co kierowało gnębicielem. Odbieramy go jako w pełni zdemoralizowanego. Ogólny przekaz filmu jest czytelny, ale płaski. Pokazuje tylko punkt widzenia jednej ze stron, czyniąc go subiektywnym.
„Lincz” porusza także inną sferę problemów. Jedną z przyczyn tragedii miała być bierność policji. Zgłaszane skargi oraz telefoniczne prośby o interwencję były ignorowane przez funkcjonariuszy. Nie dopełnili swoich obowiązków. Takie ukazanie sytuacji obrazuje codzienną problematykę. Ignorancja oraz bezduszność, tych którzy mają nas ochraniać, mija się z pierwotnym zamierzeniem. Z drugiej jednak strony owa bierność ma swoje przyczyny leżące głęboko w strukturach funkcjonowania naszego kraju.
Mocnym akcentem są postaci kobiece. Na szczególną uwagę zasługuje Jagoda Słota grana przez Izabelę Kunę. Podejmuje ona próbę przeciwstawienia się prześladowcy i desperacko szuka pomocy. Okazuje ogromną odwagę i siłę. Jagodę śmieszy (choć jest to, niestety, gorzki śmiech) sytuacja, w której lekarz podczas obdukcji, bedącej skutkiem pobicia przez Zaranka, uznaje ją za kłótliwą żonę ukaraną przez męża. Graniczy to z absurdem, ale doskonale ukazuje , że istnieje społeczne przyzwolenie na stosowanie przemocy wobec kobiet.
Agnieszka Podsiadlik wciela się w rolę Renaty Grad, żony jednego ze sprawców, która staje przed iście tragicznym wyborem. Swoimi zeznaniami może pogrążyć męża lub ojca. Dodaje to dodatkowego tragizmu i tak już patowej sytuacji bohaterów.
Trudno jednoznacznie ocenić zarówno treść, jaki i formę filmu. Problem moralny zderza się z realiami życia. Jednak nie ukazuje kwestii wiarygodnie. Krzysztof Łukasiewicz nie pokusił się o zgłębienie poszczególnych osobowości. Postaci są przesadnie jednolite, pozbawione tajemniczości. Z pewnością za zaletę uznać trzeba muzykę - idealne tło, które nie przyćmiło akcji. Brutalne, wręcz krwawe sceny, pomagają wczuć się w atmosferę, choć są przeznaczone dla ludzi o mocnych nerwach.
Treść budzi więcej wątpliwości. Zginął człowiek. Mordercy zostają uniewinnieni przez głowę państwa. Daje to przyzwolenie na przeprowadzanie bezprawnego linczu? Sprawcy mieli zamiar, motyw i narzędzia, a jednak wyszli z tego obronna ręką, w dodatku z laurem bohaterów, bo tak postrzega ich część społeczeństwa.
„Lincz” to film kontrowersyjny, a więc godny polecenia. Po zapoznaniu się z jego tematem w głowie pozostaje raczej dramat tamtych ludzi, a nie sposób pokazania ich historii. Niektóre z faktów są pominięte, inne wyolbrzymione, dlatego uznać go można raczej za artystyczną wizję reżysera, dla której inspiracją były wydarzenia we Włodowie.
Mam kilka uwag. Po pierwsze, sprawcy nie zostali uniewinnieni, ale ułaskawieni przez Prezydenta RP. Zostali oni uznani za winnych przez sąd i taki wyrok pozastaje w mocy, ale dzięki ułaskawieniu nie muszą odbywać kary. To zasadnicza różnica. Czyn został napiętnowany, ale okoliczności sprawiły, że ukaranie więzieniem sprawców byłoby odebrane przez społeczeństwo jako zrównanie terroryzującego latami całą wieś psychopatę z osobami, które w akcie desperacji dopuściły się przestępstwa. Stało się tak przede wszystki dlatego, że instytucje, powołane do załatwienia tego typy kwestii, opuściły je. Należy więć traktować ułaskawienie jako chęć naprawy szkody, jaką państwo polskie wyrządziło przez swoje zaniachanie. Po drugie, zarzut braku pogłębienia postaci granego przez Wiesława Komasę jest nietrafiony. To typowy psychopata, który za nic ma normy moralne, gdyż poprostu uczucia wyższe i autorefleksja są mu nieznane. Tak to już jest z psychopatami. Każdy z nas chciałby wyjaśnienia dlaczego zło i źli ludzie pojawiają się na świecie, bo "przecież to nie może dziać się od tak sobie", prawda? Nietety mam przykrą wiadomosć. Może tak się dziać i się dzieje. No, można odnosić się do dzieciństwa, pewnie rodzice go za mało kochali i takie tam, ale czy to zmienia sytuację ludzi, którzy miali nieszczęście zetknąć się z taki zwyrodnialcem oko w oko? Po trzecie, film absolutnie nie ukazuję sprawców linczu jako bohaterów, jest wręcz odwrotnie. To zwykli do bólu ludzie, którzy stanęli przed trudną sytuacją i podjęli taki wybór a nie inny. Poza tym reżyser nie opowiada się jednoznacznie za wyborem, którego dokonali. Czy pamiętasz tę scenę, gdy jednego z braci pobito w celi? Czy nie przypominało to pobicia, którego sam sie dopuścił? Moim zdaniem ta scena ma za zadanie pokazać jak łatwo z kata stać się ofiarą, i że nie jest to dobre rozwiązanie, gdy stawiamy się ponad prawem.